
Nie znam recepty na kobiecość.
Nie mam pojęcia ile finezji wymieszać z kokieteria, aby proporcje
zostały zachowane.
Nie potrafię zostać farmaceutą własnego charakteru.
Nie chce przyjmować wyuczonych poz, zwodniczych min.
Nie wiem czy jestem atrakcyjna, nie mam pojęcia czy sex opływa mi biodra.
Zawsze żyłam w przekonaniu, że kobieta powinna być mądra, elokwentna,
piękna wewnętrznie,a zewnętrzna uroda jest dopełnieniem całości.
Starałam się posiąść sztukę szczerego uśmiechu, współodczuwania.
Łamałam wszystkie bariery, bez zastanowienia jedną po drugiej,
kontolowałam tylko,aby nie złamać o jedną za dużo. Związki chciałam opierać na
romantycznych uniesieniach, bliskości dusz, dopiero później doznań
fizycznych.
Ale świat zaczął korygować moja postawę.
Kazał wyrzucić do lamusa, trzymać się za rękę.
Pieprzenie priorytetem związku.
Rozmowy przy świetle księżyca niepotrzebnym dodatkiem.
Czułość powinna przegrywać konfrontacje z namiętnością.
Powinnam być pięknie opakowana jak laleczka w różowej spódniczce.
Za wszelka cenę być obiektem seksualnym.
Sprzedawać marzenia i ideały, bo tego wymagają ode mnie dzisiejsze czasy.
Mój światopogląd przegrał w zderzeniu z realiami.
Gdzie podział się szacunek do kobiet?
Czym jest dla was teraz kobiecość?
Czy nasze cale życie to jeden wielki pornol z nieco przedłużonym
monologiem na filiżankę herbaty i wyjściem do klubu?
Gdzie podziała się godność kobiety ?!!
Uganiacie się za chłopakami, pozwalacie sie okłamywać, żyć w chorej,
nieprawidłowej rzeczywistości, aby tylko poczuć trochę ciepła obok
siebie.
Tak niska samoocena?
Sex bez zobowiązań ??? Co za bzdura....
Wybieram samotność...
...z godnością.
Wiem, że wyszło dość moralizatorsko, ale w końcu każdy ma prawo mieć własną opinię na dany temat.
Czym dla was jest współczesna kobiecość?:)
Przy okazji temat kobiecości genialnie porusza ,,Sztandar ze spódnicy,, , który można zobaczyć w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu.
Widziałam i polecam gorąco.
Na dole zamieszczam zwiastun :)